To wyjątkowa historia i świadectwo heroicznej walki lekarzy–więźniów o zdrowie i przetrwanie współtowarzyszy w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen, w nieludzkich warunkach życia. Działali wbrew systemowi, który widział w więźniach jedynie darmową siłę roboczą. Ci odważni lekarze starali się ratować życie i zdrowie innych, płacąc za to ogromnym wysiłkiem i ryzykiem, dlatego warto poznać tę historię.
Warunki panujące w rewirze, czyli więziennej izbie chorych w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Gross-Rosen, były dalekie od jakiejkolwiek opieki medycznej.
W drugiej połowie 1943 roku w obozie wybuchła epidemia jaglicy (egipskiego zapalenia oczu), choroby przywiezionej przez więźniów radzieckich z Kazachstanu i Azji Środkowej. Lekarze-więźniowie zauważyli u nowo przybyłych więźniów charakterystyczne objawy:
- maskowate twarze pozbawione rzęs,
- opadające i zdeformowane powieki,
- zmętniałe rogówki,
- stan apatii.
Mimo interwencji i propozycji kwarantanny dla całego transportu, lekarz obozowy zdecydował o rozlokowaniu więźniów na poszczególnych blokach. Wkrótce liczba chorych zaczęła gwałtownie rosnąć – stwierdzono 900 chorych.

Leczenie na siłę i zbiórka pieniędzy
Świadomi katastrofalnej sytuacji, lekarze-więźniowie w obawie przed wprowadzeniem radykalnych rozwiązań doprowadzili do wizyty wojskowego okulisty ze Świdnicy (Schweidnitz). Diagnoza potwierdziła ich obawy: u około 900 osób stwierdzono rozwiniętą jaglicę, wymagającą zabiegów polegających na wygniataniu jagieł.
Jaglica (trachoma) – dawniej zwana „egipskim zapaleniem spojówek” – to choroba oczu wywoływana przez bakterie Chlamydia trachomatis. Wciąż jest najczęstszą przyczyną ślepoty w krajach rozwijających się. Objawia się zaczerwienieniem oczu, bólem, ropną wydzieliną i bliznami na spojówkach. W zaawansowanych stadiach prowadzi do deformacji powiek i utraty wzroku. Do Europy trafiła m.in. z wojskami napoleońskimi wracającymi z Egiptu.
Realizacja zaleceń była niemal niemożliwa w warunkach obozowych. Brakowało leków i środków pieniężnych aby je kupić. W obliczu zagrożenia lekarze – więźniowie wpadli na pomysł i zaproponowali wypłatę pieniędzy, które bliscy przesyłali więźniom, a które nie były im wypłacane. Dodatkowo zorganizowali składkę na zakup leków.
Komendant obozu wyraził na to zgodę. Zebrano wówczas ponad 30 tysięcy marek, a następnego dnia Lagerarzt przywiózł potrzebne medykamenty.

Trudne początki terapii
Początki leczenia były w warunkach obozowych bardzo dramatyczne. Sanitarna katastrofa. Brakowało doświadczenia i odpowiedniej techniki leczenia. U więźniów pojawiły się obrzęki powiek i silne krwawienia. Wszyscy byli bardzo przestraszeni, krążyła opinia, że prowadzone są wśród chorych eksperymenty medyczne.
Więźniowie wspominali tarcie wewnętrznej strony powieki ostrym kamieniem. Zabieg był niezwykle bolesny, a po zakropieniu oczu pojawiało się silne pieczenie. Wielu miało później problemy z widzeniem i nadwrażliwość na światło.
Heroizm i zacieranie śladów
Dzięki ogromnemu wysiłkowi lekarzy-więźniów, po około czterech tygodniach epidemia została opanowana. Jednak w obliczu zapowiedzianej wizyty komisji lekarskiej z KL Auschwitz, lekarze — obawiając się o los pacjentów — zlikwidowali „barak jagliczny” – w którym przebywali chorzy więźniowie i rozdzielili ich na różne bloki, pozostawiając jedynie kilku starców z widocznymi objawami. Całą noc dezynfekowali barak, zacierając ślady masowego leczenia.
SS-Obersturmführer Entress z KL Auschwitz, który przybył na wizytację, stwierdził jedynie, że lekarze popełniają przestępstwo, hospitalizując ludzi, którzy powinni pracować.
Lekarze – więźniowie o których mowa w tej historii to m.in. dr J. Żegleń i dr K. Hałgas.
Historia pochodzi z książki: „Lecznictwo” w Konzentrationslager Gross-Rosen – autorstwa dr hab. Doroty Suli – cenionej badaczki historii, autorki licznych monografii i artykułów naukowych.
Zapraszam do obejrzenia nagrania – rozmowy z dr hab. Dorotą Sulą na terenie Muzeum Gross Rosen w Rogoźnicy na Dolnym Śląsku:










Masz pytania, komentarze? pisz śmiało, ale z klasą :-)