fbpx

Jak przygotować klasyka do podróży?

Przygotowując klasyka do podróży musimy wejść na najwyższy poziom profesjonalizmu.
Podróż historykiem jest ogromną przyjemnością, jednakże w parze z tym idzie duże ryzyko awarii, które musimy maksymalnie ograniczyć. Chcąc pokonywać kolejne kilometry, rozkoszując się samą jazdą i widokami za oknem, nie możemy pozwolić sobie na druciarstwo i naprawy z trytytkami na pierwszym planie. Takie podejście bardzo szybko się zemści i maszyna odmówi posłuszeństwa, zazwyczaj w najmniej oczekiwanym momencie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kilkukrotnie podróżowaliśmy klasykami po Polsce i świecie i przed każdą trasą samochód był przeglądany pod kątem pracy poszczególnych elementów silnika i zawieszenia. Zasada jest taka: każda część, która wydaje nam się podejrzana musi zostać wymieniona na nową. Doskonałym przykładem była wyprawa małym fiatem z Polski na Sycylię.

chłodzenie silnika w trasie

Przed wyjazdem wymieniłem sprzęgło, hamulce, zawieszenie przednie i tylne oraz kupiłem nowe opony. Nie ruszałem alternatora, natomiast nabyłem miernik ładowania, który podłącza się do gniazda zapalniczki. Altek działał bez zarzutu więc nie było sensu jego regeneracji lub wymiany na nowy. Założyłem jedynie nowy pasek a stary wziąłem na zapas.

Robur to dobra baza na kampera 🙂

Za każdym razem, kiedy otwierałem tylną klapę malucha, w oczy rzucał mi się rudawy nalot na tłumiku. Opukałem go kluczem i nie stwierdziwszy, że może się z nim coś stać, podjąłem decyzję , że jeszcze posłuży a nowy założę po powrocie. Zgadnijcie co się stało?

VW Transporter T2 to często przygotowywany samochód na kampera.

W drodze powrotnej na Sycylii, spiesząc się na prom zgubiliśmy tłumik… Wspomniane rudawe naleciałości wypaliły się do końca i wydech rozsypał się na drobne kawałeczki. Jeżdżąc fiacikiem na krótkich dystansach, tłumik pewnie służyłby do dzisiaj. Jadąc na Sycylię, dzienne etapy liczyły od 600 do 1000 km! Maluch cały czas był w drodze, jedynie co 100 km robiliśmy 10 minutowy postój. Silnik cały czas chodził na wysokich obrotach rozgrzewając się do czerwoności. Efektem tego było wypalenie się wspomnianych wcześniej rudawych powierzchni a w konsekwencji rozpad poszczególnych elementów na części. Znalezienie mechanika i naprawa tłumika – pospawanie jego w elementów w całość zajęło 5 godzin! (a spieszyliśmy się na prom) i kosztowało 100 euro… oraz mnóstwo nerwów.

silnik naszego klasyka wymaga dokładnego przeglądu i wymiany wszystkich płynów.

Przed każdą podróżą sprawdzam stan auta zgodnie z moją listą czynności:
1. SILNIK: auto musi palić od klucza, nie ma mowy o długim piłowaniu rozrusznika. Silnik musi być suchy, bez widocznych wycieków oleju czy paliwa. Musi pracować jak szwajcarski zegarek i nie ma mowy o żadnych fuszerkach. To najważniejsza rzecz w naszym samochodzie, każdy defekt może skutecznie nas uziemić. Przed wyjazdem zmieniamy olej i ewentualnie płyn chłodzący. Sprawdzamy stan i naciąg pasków oraz przewody paliwowe. Następnie gaźnik, czy nie ma na nim widocznych śladów paliwa. Dalej przejrzyjmy stan węży gumowych i objem – oczywiście jeśli nasz samochód takowe posiada. Wozy wyposażone w chłodnicę muszą mieć sprawny układ chłodzenia, nową pompę wody, termostat i wentylator. Motor sprzężony jest ze skrzynią biegów, która tak samo musi być sprawna, cicha i wybierać lekko wszystkie biegi. Skrzynia musi być czysta i mieć wymieniony olej na nowy. Półosie, przeguby czy też maluchowskie zabieraki muszą być na tip top. Jadąc w sezonie letnim, przy upałach, warto wyposażyć się w aluminiową, sportową miskę olejową. Są one specjalnie skonstruowane aby szybciej i skuteczniej studzić olej. W maluchu w drodze powrotnej z Sycylii zaczęła głośno chodzić skrzynia biegów a dokładnie mechanizm różnicowy i przed kolejną wyprawą zrobię jej rewizję.
Łącznikiem pomiędzy silnikiem a skrzynią jest sprzęgło. Nie ma mowy o jego ślizganiu się, drganiach czy opornym wyciskaniu. Musi być nowe i koniec (docisk, tarcza i łożysko).
2. AKUMULATOR – musi być sprawny i dobrze kręcić. Sprawdzamy stan jego naładowania i czyścimy klemy. Na koniec operacji dokręcamy klemy i podpinamy miernik ładowania. Jak wszystko jest ok to przechodzimy do punktu numer 3.
3. OPONY: podróżując, będziemy mieli do pokonania co najmniej kilkaset kilometrów po różnej jakości asfalcie, betonowej nawierzchni a może i drodze szutrowej. Pomijam już wyjazdy w aurze zimowej. Stara opona, nie daj Boże zmurszała nie wytrzymuje takich obciążeń i będziemy narażeni na ryzyko jej pęknięcia, co przy jeździe z większą prędkością może źle się skończyć. Na południu Europy występują duże temperatury, które także mają wpływ na wytrzymałość opon. Wielokrotnie powtarzałem osobom ze mną podróżującym ze mną przez alpejskie zawijasy, jak byśmy zjeżdżali z gór podczas obfitych opadów deszczu! Ryzyko ogromne, odradzam. W krajach zazwyczaj skąpanych w słońcu zdarza się, że również popada i wówczas zebrany na drodze kurz w połączeniu w pierwszym momencie z wodą tworzy tzw. papkę, po której jedzie się jak po śliskim. Dopiero po kilku minutach ulewa zmyje ją z drogi. Sprawdzając stan opon zwróćmy uwagę na jednolitość bieżnika. Jeżeli jedna ze stron jest mocnej zużyta, może to wskazywać na rozjechaną zbieżność kół. Przy długiej trasie opony zostaną zdarte krawędziowo do przysłowiowych drutów. Przy okazji zerknijmy na koło zapasowe, w jakim jest stanie i czy jest napompowane. Sprawdźcie proszę czy jest sprawny lewarek i klucz do kół. Bez nich wymiana koła nie będzie możliwa. Ja kupiłem mały podnośnik typu żabka, hydrauliczny na kółeczkach i wcisnąłem go obok koła w bagażniku. Takie rozwiązanie przydaje się, kiedy musimy wejść pod auto w przypadku awarii np.: układu jezdnego, wydechu itp.

taki kufer był dawniej obowiązkowym elementem każdego piknika.

Będąc przy układzie wydechowym zalecam wymianę na nowy w każdym przypadku, kiedy zaczynają się gdzieś przedmuchy i słychać go głośniej niż zazwyczaj. Sprawdźmy także stan obejm i mocowań tłumika. Nie byłoby miło gdyby nam spadł lub częściowo się oberwał.
4. HAMULCE: klasyki z reguły posiadają znacznie słabsze hamulce od współczesnych aut, dlatego ważne jest aby ich stan był idealny. Pamiętacie dużego Fiata, który posiadał na tylnej szybie naklejkę z ostrzeżeniem dla jadących z tyłu, że jest wyposażony w skuteczne hamulce tarczowe, kiedy to pozostałe wozy miały rozwiązania bębnowe? Przemierzając maluchem alpejskie trasy, na jednym z licznych zjazdów, pedał hamulca nagle wpadł w podłogę i zostaliśmy bez hamulców. Na szczęście udało się wytracić prędkość i bezpiecznie zjechać na pobocze. Przegląd hamulców zaczynamy od pompy hamulcowej. Nie może nosić znamion jakiegokolwiek wycieku, płyn powinien być wymieniony na nowy i mieć odpowiednią objętość, a przewody nosić oznak korozji.

Trabi dobrze przygotowany do drogi jest dobrym wyborem klasyka.

Następnie sprawdźmy stan bębnów i szczęk hamulcowych lub tarcze i klocki w zależności jaki rodzaj posiadamy. Ja proponuję podjechać do zaprzyjaźnionej stacji diagnostycznej, w której diagnosta sprawdzi nam siły hamowania na poszczególne koła, od spodu stan przewodów hamulcowych i samą pompę. Przy okazji sprawdzi stan zawieszenia.
5. ZAWIESZENIE: najlepiej jego stan sprawdzić u zaprzyjaźnionego diagnosty. We własnym zakresie możemy dokonać oceny na podstawie głośności działania – czy coś piszczy, stuka i puka. Idealnie jest przejechać się po drodze brukowanej i progu zwalniającym. Stojąc na równym parkingu spójrzcie na samochód z pewnej odległości – czy auto stoi prosto, czy nie jest przechylone w którąś ze stron i czy balans przód / tył jest pośrodku. W małym fiacie czy Trabancie z przodu zastosowano poprzeczny resor. W łatwy sposób ocenimy stan jego poszczególnych piór i ich zakończeń.

6. Przejdźmy do kontroli oświetlenia naszego samochodu. Po kolei włączamy wszystkie światła z przodu (pozycyjne/mijania/drogowe), następnie z tyłu, łącznie ze światłem cofania, przeciwmgielnym oraz podświetleniem tablicy rejestracyjnej. Kolejny krok to kierunkowskazy i światła awaryjne. Na koniec lampkę wewnętrzną i ewentualnie w bagażniku, jeśli takową posiadacie. Zawsze wożę ze sobą komplet zapasowych żarówek i bezpieczników.

Na każdy wyjazd zabieramy litr płynu do chłodnicy, żeby mieć w razie potrzeby na dolewkę (uwaga! nigdy nie odkręcaj korków przy mocno nagrzanym silniku! Grozi oparzeniem! Poczekajmy aż motor ostygnie) – oczywiście dotyczy samochodów z taką formą chłodzenia.
Kolejna rzecz to utrzymanie w trasie prawidłowego poziomu oleju w silniku. Kontrola poziomu jest niezwykle prosta i sprowadza się do wyjęcia bagnetu oraz oceny wizualnej poziomu na skali. Jeżeli poziom jest za niski to dolejcie oleju i obowiązkowo zabierzcie ze sobą przynajmniej litr na dolewkę, chyba, że Wasz silnik ma większe zużycie to musicie zaopatrzyć się w odpowiednio większą ilość. W przypadku dwusuwów, zabierzcie większy zapas miksolu, żeby uniknąć kłopotów z tankowaniem poza granicami Polski.

kairskie Fiaty 125p nadal pokonują kolejne kilometry i przewożą pasażerów!

Na koniec dolewamy płyn do spryskiwaczy, dlatego, że jadąc np.: na południe, przy dużych temperaturach występuje mocne zakurzenie, które osadza się na naszym aucie. Powoduje to ograniczenie widoczności i trzeba przemyć szyby płynem. Jak już dolejemy płynu to sprawdźcie stan wycieraczek, żeby nie okazało się, że w trakcie ulewy będziecie musieli stać na poboczu bo nie będzie czym zbierać wody z szyby. Widziałem już takie przypadki, kiedy właściciel auta po zimie stwierdził, że wymieni pióra wycieraczek przed samą zimą… .

dolewamy paliwa 🙂 chyba zabrakło! 🙂

Zachęcam Was do zakupu mocnej taśmy naprawczej typu McGyver, którą można wykorzystać do wielu napraw i rozwiązań. Ostatnimy czasy uratowała mi życie, kiedy okazało się, że w Trabancie pękł przewód paliwowy i benzyna lała się mocnym strumieniem. Całe szczęście Trampki mają w kabinie kranik, który zakręciłem i zaizolowałem tymczasowo przewód właśnie taką taśmą, odporną na benzynę. Bez niej dalsza jazda nie byłaby możliwa i groziła pożarem.

Tarpan do podróży? hmm… pewnie, że się nada!

Na koniec przygotowań zadbajcie o kontrolę gaśnicy, czy ma legalizację na dany rok, trójkąt ostrzegawczy, kamizelki odblaskowe dla każdego pasażera, apteczkę z plastrami, wodą utlenioną i bandażami, fajnie jakbyśmy mieli ustnik do sztucznego oddychania usta- usta, napompowane koło zapasowe, lewarek, klucz do śrub w kole, podstawowe narzędzia typu śrubokręt, kombinerki, młoteczek, żarówki na wymianę oraz bezpieczniki. Spakujcie do bagażnika zapasowe paski napędowe, przewody zapłonowe oraz komplet świec.
Wykupmy także ubezpieczenie assistance. Zawsze będziecie bezpieczni w razie awarii. Jeżeli jedziecie poza unię to poproście swoją ubezpieczalnię o tzw. „zieloną kartę”.

Przed każdą podróżą powinniście dokładnie wysprzątać wnętrze pojazdu i usunąć zbędne i ruchome przedmioty.

Reasumując – najbezpieczniej i najpewniej jest podjechać samochodem do rzetelnego diagnosty, który sprawdzi nam wspomniane powyżej podzespoły lub do salonu samochodowego, który będzie prowadził promocyjną akcję sprawdzania pojazdów przed wakacjami – często taka usługa kosztuje około 50 zł a będziemy pewni czy wszystko jest ok czy do naprawy.

About

You may also like

Masz pytania, komentarze? pisz śmiało, ale z klasą :-)